środa, 2 listopada 2011

Sakrum tu (nie)pachnie

Okej, może nie jest to okno sensu stricte, ale... zaglądałam przez nie, więc okienny sens zachowany.

Kościelne drzwi, które znałam do tej pory, były zupełnie inne. Wielkie, drewniane, ciężkie, skrzypiące (dzięki temu, wiadomo było, że ktoś się spóźnił na mszę :)). Tamte drzwi kojarzą mi się z jesienią, z różańcem w październiku, zapachem świec, szukaniem wzrokiem chłopaków z klasy, i srogim wzrokiem katechetki. Budzą grozę, ale nie wiem, czy to przyjemne uczucie.

A te, które mijam w Warszawie, są trochę jak z supermarketu, nie budzą grozy, ale i nie pachną ani jesienią, ani różańcem, ani świecami. A może już nie dla mnie?:)








Drzwi znajdziecie przy ulicy Domaniewskiej (skrzyżowanie z Alejami Niepodległości).